Roger Waters był zazdrosny o Erica Claptona na koncertach. Grali razem w latach osiemdziesiątych
Rok 1984 był dla Rogera Watersa bez dwóch zdań przełomowy. To właśnie wtedy muzyk, znany z zespołu Pink Floyd, z którego miał lada moment odejść, wypuścił w świat swój pierwszy solowy album zatytułowany The Pros and Cons of Hitch Hiking. Nie każdy o tym wie, że na wspomnianym krążku zagrał m.in. Eric Clapton.
Panowie ruszyli później razem w trasę, ale jak wspomina gitarzysta Tim Renwick, który również wziął udział w koncertach promujących album Watersa, atmosfera na backstage'u bywała doprawdy gęsta.
To dla wielu osób z pewnością nie będzie jakimś większym zaskoczeniem. Przecież nie od dziś wiadomo, że Waters jest znany ze swojego trudnego charakteru. Muzyk chce też mieć nad wszystkim kontrolę. No i lubi być w centrum uwagi. Będąc na jednej scenie z Claptonem o to ostatnie... było już znacznie trudniej.
Kiedy grał on solówki gitarowe, publiczność wpadała dosłownie w ekstazę. Ogłuszające brawa były na porządku dziennym. To nie do końca podobało się Rogerowi Watersowi.
– Ludzie wyciągali zapalniczki, aplauz był ogromny. Bardzo go to zirytowało, ponieważ – słusznie czy też nie – uważał, że publiczność tak naprawdę nie słucha tych piosenek. Po prostu przyglądała się temu, co robi Eric. Pojawiła się więc pewnego rodzaju doza urazy – przyznał Renwick w wywiadzie dla Guitar Player.
Gitarzysta, który później też wspierał Pink Floyd na koncertach, ponadto wspominał, jak pracowało mu się z Watersem. – Świetnie się z nim dogadywałem, kiedy odbywały się próby do trasy koncertowej "Pros and Cons". Byliśmy tylko we dwoje. Ale kiedy zaczęliśmy grać z zespołem, stał się trochę zbyt władczy. Nie było tak lekko, jak mogłoby być. Muszę przyznać, że traktował wszystko bardzo poważnie i zależało mu na tym, żeby wszystko brzmiało dokładnie tak samo, jak na płycie. Był bardzo czujny i zwracał uwagę na pewne rzeczy. Jeśli coś nie zostało zagrane idealnie lub zmieniło charakter utworu, zwracał na to uwagę i dawał do zrozumienia, że zależy mu na tym, żeby było jak najbardziej zbliżone do nagrania – dodał Tim Renwick.