Phil Rudd to perkusista, który najbardziej kojarzony jest właśnie ze współpracy z zespołem AC/DC. Pochodzący z Melbourne w Australii muzyk dołączył do jego składu w 1975 roku, po okresie, gdy ten występował na żywo w 1974 roku z aż trzema różnymi bębniarzami.
Pierwszy album, na którym zagrał Rudd to wydany w 1975 roku T.N.T. Jako członek AC/DC Rudd szczególnie przyjaźnił się z Bonem Scottem, którego śmierć bardzo przeżył. Choć pozostał w zespole, ostatecznie rozstał się w nim w 1983 roku, powrócił 11 lat później i pozostał w kapeli do 2014 roku, kiedy to wybuchł wokół niego kolosalny skandal.
Skandal, w centrum którego znalazł się perkusista AC/DC
Już w 2010 roku Rudd został skazany za posiadanie środków odurzających, wtedy jednak wyrok uchylono, aby nie utrudniać mu koncertowania z AC/DC. Cztery lata później jednak muzyk znalazł się w centrum kolosalnego skandalu, kiedy to bębniarz został zatrzymany za zlecenie morderstwa, groźby śmierci i ponownie posiadanie substancji zakazanych. Ostatecznie Phil został oskarżony o próbę wynajęcia płatnego mordercy, który miał zabić dwie wyznaczone przez perkusistę osoby. Już dzień po aresztowaniu zarzut ten został wycofany, a Rudd przyznał się do posiadania narkotyków i grożenia śmiercią. Muzyk został ostatecznie skazany na karę ośmiu miesięcy aresztu domowego i konieczność zapłaty zadośćuczynienia poszkodowanemu. Wyrok sprawił jednak, że nie mógł podróżować po świecie, w efekcie czego już w 2015 roku na trasie AC/DC zastąpił go Chris Slade, a na zakończonej już "Power Up World Tour" na perkusji grał Matt Laug.
Phil Rudd ponownie na celowniku służb!
Nieoczekiwanie w dniach, gdy w mediach pisze się o AC/DC w kontekście zakończonej dopiero co trasy "Power Up World Tour", nagle na celowniku ponownie znalazł się także Rudd!
Jak poinformowało "The New Zealand Herald", chodzi jednak o zdarzenie, do którego doszło już w lipcu zeszłego roku. To wtedy muzyk AC/DC miał wywołać niebezpieczne zdarzenie drogowe, przejeżdżając przez rondo i uderzając w drzewo. Na szczęście w wyniku sytuacji nikt nie został poszkodowany, sprawa i tak trafiła jednak do sądu w Nowej Zelandii. To teraz właśnie Rudd został ukarany - zgodnie z wyrokiem nałożono na niego grzywnę w wysokości 500 dolarów i konieczność opłacenia kosztów sądowych, które wyniosły 100 dolarów.