Sting

i

Autor: Rex Features/East News

Pieniądz nie śmierdzi? 5 muzycznych gwiazd, które grały dla dyktatorów

2023-07-17 15:11

Pecunia non olet – mawiali starożytni, ale my mamy w tej kwestii swoje zdanie. Nie każde pieniądze są tak atrakcyjne by pobierać je za pracę dla kogoś, kto dopuszcza się strasznych rzeczy. Muzyka powinna służyć radości, wolności i ekspresji, a nie zamordystom. Niestety, różnie bywało, bo wysokość honorarium potrafi czasem zasłonić prawdziwe zbrodnie.

Artystki i artyści estrady pracują tak jak i wszyscy inni, zatem logicznym wydaje się przyjmowanie zleceń grania na naprawdę dobrze opłacanych scenach. Jednak nie jest to takie proste. Skorumpowani politycy, zbrodniczy dyktatorzy i wiele innych czarnych charakterów tego świata z radością zaprosi do siebie znanego aktora albo muzyka, by w ogniu jego popularności ocieplić swój wizerunek. Często skuszone ogromnymi gażami gwiazdy nawet nie zdają sobie sprawy dla kogo grają. Nie zwalnia je to jednak z odpowiedzialności za to, komu budują wiarygodność.

1. Sting

Artysta, który jeszcze niedawno w Warszawie wypowiadał się podczas koncertu na temat konieczności obrony demokracji na całym świecie, swego czasu musiał się naprawdę gęsto tłumaczyć. W 2009 roku występował na festiwalu zorganizowanym przez córkę Islama Karimowa, dyktatora Uzbekistanu, który znany był między innymi z gotowania swoich politycznych przeciwników żywcem. Sting zarobił 2 miliony dolarów. W 2015 natomiast grał na weselu syna rosyjskiego oligarchy Michaiła Gutseriewa, silnie powiązanego z Aleksandrem Łukaszenko i tego samego, który dziś objęty jest sankcjami związanymi z rosyjską inwazją w Ukrainie. W tym roku Sting zapowiedział, że z graniem prywatnych koncertów skończył. Jednak co zarobił wcześniej, to jego.

2. Queen

W 1984, wbrew powszechnemu bojkotowi RPA przez Narody Zjednoczone zespół Queen wystąpił w Sun City. To luksusowy kompleks wypoczynkowy, który był wtedy symbolem apartheidu. Kapela swoje zarobiła, a rok później zagrała na Live Aid, co pozwoliło na przykrycie tego błędu. Niestety pamięć fanów jest z reguły niedoskonała.

3. James Brown

Król soulu zaśpiewał kiedyś na festiwalu w Demokratycznej Republice Kongo (wtedy nazywającej się Zairem), na cześć Mobutu Sese Seko – okrutnego dyktatora, który pod hasłami dekolonizacji doprowadził do równego uzależnienia nowego kraju od bogatszych partnerów. Pod jego rządami kraj stał się państwem złodziei i stanął na skraju ruiny, choć dysponuje unikalnymi bogactwami naturalnymi.

4. Jennifer Lopez

Wokalistka zaśpiewała „Happy birthday to you” dyktatorowi Turkmenistanu. Gurbanguly Berdymukhamedov był na tyle opętany tworzeniem kultu własnej osoby, że postawił sobie 15-metrowy pomnik pokryty 24-karatowym złotem. J-Lo zarobiła 1,5 miliona dolarów. Fakt, że dyktator stał za ograniczaniem praw człowieka, torturami i prześladowaniem politycznych oponentów już specjalnie wokalistce nie przeszkadzał.

5. Seal

Kiedy czeczeński dyktator Ramzan Khadyrow, a obecnie także współautor zbrodni wojennych na Ukrainie, obchodził swoje 35. urodziny wyprawił prawdziwie międzynarodową imprezę. Zaprosił na nią takie sławy jak Jean Claude Van Damme'a, Hillary Swank oraz właśnie Seal, który dla dyktatora zaśpiewał. Gdy sprawa zrobiła się gorąca w mediach Swank publicznie przepraszała i wyrażała żal z powodu wzięcia udziału w imprezie. Seal natomiast wzywał do tego by nie łączyć go z polityką, bo jest jedynie muzykiem i „przywiózł ludziom Czeczenii swoją muzykę”. Może by ten argument trzymał się kupy, gdyby zagrał na ogólnodostępnym koncercie. Może, bo wystąpił na urodzinach samego dyktatora.

Kuba Żulczyk o melanżu w Warszawiance: Szyc musiał powiedzieć sobie "kur... jestem aktorem" / Mellina #25