Natalia Grosiak kończy z dawnym wizerunkiem. „Tamtej dziewczyny już nie ma”
Fani Natalii Grosiak i zespołu Mikromusic przez lata utożsamiali się z jej opowieściami o poszukiwaniu miłości, tęsknotach i rozczarowaniach. Wokalistka, która śpiewała o dziewczynie szukającej „pięknie dobrego, takiego chłopaka”, właśnie ogłosiła koniec pewnej epoki. Jej solowy album to symboliczne pożegnanie z przeszłością.
Wraz z premierą płyty „Tamtej dziewczyny już nie ma” artystka domyka ten rozdział w swoim życiu i twórczości. Z pełną świadomością przyznaje, że klucz do szczęścia nigdy nie leżał w relacjach z innymi, a dawna Natalia odeszła na dobre.
Nowa płyta i radykalna metamorfoza
Nowy album to intymny zapis osobistej transformacji. Natalia Grosiak zdecydowała się na odważny krok, by odciąć się od wizerunku, do którego przyzwyczaiła publiczność. Artystka ścięła włosy i po raz pierwszy tak wyraźnie wyszła poza kontekst swojego macierzystego zespołu.
Zamiast opowieści o miłosnych perypetiach, w centrum swojej solowej twórczości postawiła relację z samą sobą. To szczera opowieść o własnych frustracjach, lękach i emocjach, które przez lata bywały spychane na dalszy plan. Każdy z utworów promujących wydawnictwo odsłaniał inny fragment historii o akceptacji i mierzeniu się z wewnętrznym krytykiem.
Muzyczna opowieść o czułości i niezależności
Muzycznie „Tamtej dziewczyny już nie ma” to efekt współpracy z cenionymi producentami. Nad brzmieniem materiału czuwali Błażej Sudnikowicz (znany jako lessman), Andrzej Smolik i Archie Shevsky. Połączenie poetyckich, a jednocześnie bardzo bezpośrednich tekstów z organicznym brzmieniem i popową melodyjnością dało efekt, który ma przynosić słuchaczom wewnętrzną ulgę i spokój.
Natalia Grosiak nagrała album o pożegnaniu z oczekiwaniami społeczeństwa i iluzją, że do bycia kompletnym człowiekiem potrzebny jest ktoś obok. Zamiast tego wokalistka proponuje słuchaczom uniwersalną opowieść o odnajdywaniu czułości w sobie, poczuciu sprawczości i niezależności.