Gitarzysta Brian Robertson wspomina grę w Motörhead. "Nie potrafiłem odróżnić jednego utworu od drugiego"
Brian Robertson to szkocki gitarzysta, który przez kilka lat był w składzie kultowej formacji Thin Lizzy. Jego grę możemy usłyszeć na następujących studyjnych albumach: Nightlife (1974), Fighting (1975), Jailbreak (1976), Johnny the Fox (1976), a także Bad Reputation (1977). W lipcu 1978 roku Robertson ostatecznie opuścił Thin Lizzy (mocno poróżnił się z liderem, Philem Lynottem).
Niecałe cztery lata później gitarzysta oficjalnie dołączył do innej legendarnej kapeli, a mianowicie do Motörhead. Zastąpił on w składzie Eddiego "Fasta" Clarke'a, który nagle odszedł z grupy w trakcie trwania amerykańskiej trasy promującej krążek Iron Fist.
W rozmowie z magazynem Classic Rock Robertson przyznał otwarcie, że przed dołączeniem do składu... praktycznie nie znał twórczości Motörhead. –Wiedziałem, że będzie ciężko, kiedy zacząłem słuchać materiału w samolocie. Nie potrafiłem odróżnić jednego utworu od drugiego. Znałem tylko "Ace of Spades". Powiedziałem do Phila [Taylora, perkusisty - przyp. red.] z boku sceny: "Co my, kur**, zrobimy? Nie widzę żadnej różnicy między tymi kawałkami". Pomyślałem wówczas: dobra, po prostu wyjdę i to zagram. Chyba po prostu przez cały wieczór grałem w kółko ten sam utwór – wyjaśnił szkocki muzyk.
Brian Robertson zdążył nagrać z Motörhead jeden album, Another Perfect Day (1983), który jest powszechnie uznawany za jeden z najsłabszych w dorobku brytyjskiej formacji. Gitarzysta, we wspomnianym wywiadzie, dodał także, że było mnóstwo różnic między Thin Lizzy a Motörhead. Oba zespoły miały zupełnie inne podejście do pracy. Łączyły je natomiast... używki.
– W Motörhead nie lubili prób, nie lubili prób dźwięku, nie przepadali nawet za siedzeniem w studiu nagraniowym. W Thin Lizzy lubiliśmy imprezować, ale w Motörhead to działo się bez przerwy, non stop – zdradził Robertson.
Polecany artykuł:
Ostatecznie gitarzysta odszedł z Motörhead pod koniec 1983. – Byłem z tym całkowicie pogodzony, bo szukałem innych rzeczy. Nigdy tak naprawdę się nie pokłóciliśmy – podsumował muzyk w rozmowie z magazynem Classic Rock.
"Lemmy nie zachowywał się jak gwiazda rocka". Legendarnego muzyka wspomina perkusista Mikky Dee
Mikkey Dee miał okazję grać przez ponad dwie dekady z Lemmym Kilmisterem w Motörhead. Perkusista, który obecnie występuje w niemieckiej formacji Scorpions, przyznał otwarcie, że Lemmy był "bardzo prostym, wyluzowanym facetem".
– Lemmy był niezwykle inteligentny, i to sprawiło, że był tym, kim był. Nie miał nic z gwiazdy rocka – powiedział Dee w programie Metal Sticks. – Praca z nim była bardzo łatwa, a zarazem bardzo trudna, ponieważ z góry wiedziałeś, co powie lub pomyśli. My w Motörhead byliśmy bardzo demokratyczni, więc to nie było tak, że Lemmy decydował sam o wszystkim. Ale w pewnym sensie wszyscy wiedzieliśmy, że to zespół Lemmy'ego. Nigdy nie będzie inaczej – przyznał perkusista.