Zanim nastał czas Sex Pistols i Ramones byli ONI. Punki z Peru

i

Autor: Domena Publiczna

Zanim nastał czas Sex Pistols i Ramones byli ONI. Punki z Peru

2023-01-17 14:29

Najczęściej, gdy ktoś chce przedstawić historię punk rocka to wymienia Sex Pistols, Ramones, The Clash i oczywiście Iggy’ego Popa. Owszem, przekaz i wizerunki wykreowane przez tych wykonawców zadecydują o tym jak subkultura odszczepieńców i buntowników będzie wyglądać na zachodzie Europy i północy Ameryki. Nie byli jednak wcale pierwsi.

Ta historia to doskonały przykład tego jak bardzo jesteśmy skoncentrowani na sobie. Biorąc pod uwagę muzykę popularną, która prezentowana jest w radio, telewizji, którą wybieramy w sieci, okazuje się, że praktycznie cały czas jesteśmy gdzieś w bańce euro-amerykańskiej. Od czasu do czasu zdarzają się wycieczki poza nią, jednak są to wyjątki, muzyczne ciekawostki, albo wręcz osobliwości.

Tymczasem przypominamy, że język hiszpański jest językiem urzędowym w 22 krajach. Jeśli chodzi o popularność na całym świecie, jest on na drugim miejscu, za chińskim. Zatem trudno jest lekceważyć kulturę, która w nim powstaje. Nasza muzyczna podróż prowadzi do Peru, w którym pod wpływem zjawiska zwanego Brytyjską Inwazją powstanie coś zupełnie nowego, co wyprzedzi swoją epokę. 

Psychopaci z Limy

Brytyjska Inwazja to nazwa fali popularności muzyki gitarowej z Wielkiej Brytanii na terenach obu Ameryk w latach 60-tych. Była ona swego rodzaju odpowiedzią na lat 50-te, które przyniosły eksplozję popularności Elvisa Presley’a i eksport rock and rolla na cały świat. Ekspansja muzyki brytyjskiej za Ocean wywindowała popularność takich grup jak The Beatles, The Animals, The Kinks, The Who oraz the Yardbirds. Podobne rytmy dotarły także do Peru i tam znalazły podatny grunt do rozwoju w głowach czwórki zwykłych młodych chłopaków, którzy rozbujają cały kraj.

Los Saicos, czyli Psychopaci, nazwę swoją wzięli z filmu Alfreda Hitchcocka „Psychoza”. Czwórka muzyków grała głównie w małych klubach miasta Lima, stolicy Peru. Zwrócili uwagę dziennikarzy lokalnej prasy energią na scenie oraz charakterystycznym sposobem śpiewania. Nie byli grzeczną kapelą śpiewającą tylko tęskne ballady dla rozmarzonych fanek. W dotarciu do szerokiej publiczności pomógł im występ w programie telewizyjnym „El Show del Diana”. Zostali wybrani najlepszą kapelą tygodnia. W 1965 nagrają swój pierwszy singiel. Znajdą się na nim piosenki „Ana” oraz „Come on”, jednak to jeszcze nie pokazywało pełnego potencjału grupy. W tym samym roku jednak nagrają swój największy przebój: „Demolición”.

Wywindował ich on na szczyty popularności. Rozgłośnie w całym kraju puszczały go bez opamiętania, trafił na pierwsze miejsca list przebojów. Piosenka opisująca wesołą demolkę na stacji kolejowej idealnie uderzyła w struny temperamentu Peruwiańczyków. Los Saicos podpisali szybko kontrakt i zaczęli nagrywać. Przez rok wypuścili jeszcze kilka singli, jednak w 1966 zadecydowali o rozwiązaniu zespołu.

40 lat milczenia i powrót

Co spowodowało, że muzycy, których artystyczne i zawodowe marzenia właśnie zaczęły się spełniać zrezygnowali? Przyczyną ponoć miała być zbyt wielka presja popularności. Nadmierne zainteresowanie mediów, nacisk na nowe nagrania, praktycznie brak jakiekolwiek przerwy na ochłonięcie. Najwyraźniej było to zbyt trudne do wytrzymania i grupa przestała istnieć. Część muzyków wyjechała do USA, gdzie zdobyli wyższe wykształcenie i zbudowali sobie nowe życia. Część pozostała i niechętnie wspominała czasy rockowej świetności. Przykładem był zmarły w 2005 roku gitarzysta Rolando Carpio, który nigdy nie opowiedział swoim dzieciom o Los Saicos. Dopiero same musiały trafić na trop tej historii.

W 1999 roku świat przypomniał sobie o legendarnym proto-punkowym zespole z Peru gdy kolekcjoner nagrań Paul Hurtado de Mendoza przekonał hiszpańską wytwórnię Electro Harmonix do ponownego wydania kolekcji singli grupy. Świat znów usłyszał o Los Saicos i ponownie zakochał się w ich energii. W 40 lat po premierze „Demolición” zagrali razem i zarazem pierwszy raz od czasu rozpadu. Telewizja ABC ogłosiła ich pierwszą kapelą punkową świata, a w 2011 roku premierę miał film dokumentalny „Saicomania” opowiadający historię fenomenu grupy. Do dziś pozostają popularni i mają ogromny wpływ na latynoamerykańskiego i hiszpańskiego garażowego rocka. Ich rolę w tworzeniu kultury docenił także sam Jello Biafra z Dead Kennedys, który był na premierze dokumentu w San Francisco w 2011 roku.

Chociaż w latach 60-tych ich muzyka nie dotarła na rynki Europy i USA, w swoim kraju Los Saicos mieli status prawdziwych gwiazd. Możliwe, że po prostu nie byli na to nigdy nastawieni, ani przygotowani, a sława przydarzyła im się przypadkiem. Jednak czasy ich popularności w Peru uznaje się obecnie za „złotą erę peruwiańskiego rocka”, która wydała mnóstwo popularnych tam zespołów i piosenek.

„Była obawa, że już nigdy nie zaśpiewam. To mój drugi debiut” - Damian Ukeje w Esce ROCK!!!