„Born in the U.S.A.” brzmi jak hymn na cześć Ameryki. Tekst Springsteena opowiada inną historię

2026-10-10 14:03

„Born in the U.S.A.” stało się jednym z największych rockowych refrenów lat 80., a dla wielu słuchaczy brzmiało jak prosty hymn narodowej dumy. Potężne bębny, syntezator i skandowany refren sprawiły, że wielu słuchaczy nie zwracało uwagi na historię opowiedzianą w zwrotkach. Springsteen opowiedział historię weterana wojny w Wietnamie, który po powrocie do USA nie może znaleźć pracy ani uzyskać pomocy.

Bruce Springsteen stoi przy masce samochodu na tle pól i lasu. O historii utworu Born in the U.S.A. przeczytasz na EskaRock.
Autor: Materiały prasowe/ Materiały prasowe

Weteran z „Born in the U.S.A.” wraca do kraju, który nie ma mu nic do zaoferowania

Bohater piosenki dorastał w biednym, podupadłym miasteczku i od początku miał niewielkie szanse na lepsze życie. Gdy popada w konflikt z prawem, zamiast drugiej szansy dostaje karabin i zostaje wysłany do Wietnamu. W Wietnamie doświadcza przemocy i strachu, a także dowiaduje się, że jego brat zginął pod Khe Sanh. Po powrocie próbuje stanąć na nogi. Szuka pracy w rafinerii, lecz słyszy, że nie ma tam żadnych etatów. Nie otrzymuje też realnego wsparcia w urzędzie do spraw weteranów. Refren o urodzeniu w USA nie jest więc triumfalną deklaracją, tylko gorzkim okrzykiem człowieka porzuconego przez własne państwo.

Oto najlepsze metalowe albumy koncertowe w historii. Jakie tytuły wskazała sztuczna inteligencja?

Od akustycznego „Vietnam” do pełnego rozmachu „Born in the U.S.A.”

Pierwsza wersja utworu nosiła roboczy tytuł „Vietnam” i była akustyczna, bliższa surowemu klimatowi albumu „Nebraska”. Springsteen pisał ją, gdy coraz więcej uwagi poświęcał losowi weteranów wracających z Wietnamu. Spotkania z weteranami, w tym z Ronem Kovicem i Bobbym Mullerem z organizacji Vietnam Veterans of America, uświadomiły mu, jak wielu z nich mierzyło się z bezdomnością, uzależnieniami, traumą i trwałymi obrażeniami. W 1981 roku zagrał nawet koncert charytatywny dla tej organizacji w Los Angeles, przekazując jej 100 tysięcy dolarów.

Fraza „Born in the U.S.A.” pojawiła się dzięki scenariuszowi Paula Schradera, który Springsteen dostał podczas pracy nad własną piosenką. Tytuł scenariusza zapadł mu w pamięć. Dzięki niemu historia jednego weterana nabrała szerszego wymiaru i stała się opowieścią o ludziach wykluczonych z amerykańskiej obietnicy sukcesu. W nagraniu wydanym w 1984 roku E Street Band zamienił akustyczny szkic w rockowy utwór o monumentalnym brzmieniu, napędzany bębnami Maxa Weinberga, syntezatorem i refrenem, który aż prosi się o wspólne skandowanie.

Refren przesłonił gorzką historię, a politycy podchwycili uproszczenie

Monumentalna aranżacja sprawiła, że wielu słuchaczy zapamiętało przede wszystkim energię refrenu, pomijając sens zwrotek. Także okładka albumu wzmacniała narodowe skojarzenia: Springsteen, pokazany od tyłu w dżinsach i białym T-shircie, stoi przed wielką flagą USA. Płyta „Born in the U.S.A.” odniosła olbrzymi sukces, a siedem jej singli trafiło do pierwszej dziesiątki amerykańskiej listy przebojów. W takim otoczeniu gorzka historia bezrobotnego weterana łatwo została odczytana jako celebracja Ameryki.

We wrześniu 1984 roku konserwatywny publicysta George Will przedstawił Springsteena na łamach „The Washington Post” jako artystę bliskiego optymistycznej wizji kraju promowanej przez Ronalda Reagana. Kilka dni później, podczas wiecu w New Jersey, Reagan mówił o nadziei obecnej w piosenkach artysty podziwianego przez młodych Amerykanów. Prezydent nie wskazał wprost „Born in the U.S.A.” ani nie cytował jej tekstu, ale medialne połączenie muzyka z kampanią republikanów utrwaliło błędne odczytanie utworu. Tymczasem bohater piosenki wraca do kraju z doświadczeniem wojny, bez pracy i bez realnego wsparcia ze strony instytucji.

Springsteen odniósł się do tych słów podczas koncertu w Pittsburghu, mieście dotkniętym kryzysem przemysłowym. Mówił wtedy, że amerykański sen powinien oznaczać możliwość życia z godnością, a nie wyłącznie szansę na zostanie miliarderem, a lokalnemu bankowi żywności dla bezrobotnych hutników przekazał 10 tysięcy dolarów. Później podkreślał, że „Born in the U.S.A.” jest wyrazem krytycznego patriotyzmu, czyli przywiązania do kraju połączonego z prawem do rozliczania go z krzywd wyrządzonych własnym obywatelom. Dlatego tytułowy okrzyk nie brzmi tu jak bezwarunkowa pochwała Ameryki, lecz jak oskarżenie wypowiedziane przez człowieka, któremu Ameryka nie dotrzymała obietnicy.

Galeria: Bruce Springsteen zainspirował Roberta De Niro. Tak powstała najsłynniejsza improwizacja w historii kina