To wzorzec, który jest uosobieniem wszystkiego, co oznacza metal.
To była potężna, thrashowa energia, która napędzała amerykańskie uderzenie.
Swoim debiutem Korn zdefiniował metal na nowo, całkowicie zmieniając zasady gry.
To brzmiało jak świeża brytyjska krew Nowej Fali Brytyjskiego Heavy Metalu – i był to sam szczyt tej fali.
To totalny atak potężnych riffów i prosto w twarz walące teksty.
"Teksańska masakra" rozpoczęła się od tego.
Ta płyta stoi klasycznym groove'em, niepowtarzalnym klimatem i melodiami wspierającymi samego króla.
Uwielbiam to, bo to brzmieniowe bluźnierstwo rodem z ciemnej strony.
Premiera tego materiału wyzwoliła kumulowaną nu-metalową agresję, która dała początek zupełnie nowej epoce.
To hardcore’owy, bezpardonowy ryk całkowitej, bezczelnej pogardy.