– Tytuł "Death Magnetic" przynajmniej dla mnie zaczął się jako rodzaj hołdu dla ludzi z naszej branży, którzy odeszli – jak Layne Staley i wielu innych, którzy zasadniczo zginęli, będąc swego rodzaju męczennikami rock and rolla. A potem to po prostu rozwijało się dalej wokół samej myśli o śmierci... Niektórych ludzi do niej ciągnie, dokładnie tak jak do magnesu, a inni się jej boją i odpychają – wyjaśnił James Hetfield.