Phil Campbell
1. Black Sabbath - "Master Of Reality"
"To może być naprawdę przerażające, jeśli słucha się tego w wieku dziewięciu lat! Słychać tam dziwne dźwięki. Te ciche szepty. Potem czyta się tekst i zaczyna się bać. Lubię jego mroczne brzmienie. W muzyce gitarowej liczy się przede wszystkim brzmienie. Bardzo ważne jest, żeby podniecał cię ten dźwięk. Tak czy inaczej, tak właśnie powinien brzmieć Black Sabbath. To brutalny kawałek".
2. The Allman Brothers Band - "Brothers And Sisters"
"Jeden z moich kuzynów pożyczył mi ten album, kiedy byłem dużo młodszy i wciągnęło mnie to. Uwielbiałem rozkładaną okładkę. Jest coś w rozkładanej okładce, kiedy się je teraz wspomina, musiały zrobić na mnie wrażenie. Gregg Allman był niesamowicie soulowym wokalistą. Jego śpiew w „Ramblin’ Man” i „Come And Go Blues”. Lubię jego wokal w „Melissa”, ale to jest to w „Eat A Peach”. Niestety, Duane'a Allmana nie ma na tym albumie. Już wtedy nie żył. Ale gra tam świetny Dickey Betts".
3. Pink Floyd - "The Dark Side of the Moon"
"Mówi samo za siebie. Byłem trochę starszy, kiedy to wyszło. Po prostu zwaliło wszystkich z nóg. Dało wszystkim do myślenia, muzycznie i dźwiękowo. I granie. Było po prostu najwyższej klasy. Jest ponadczasowe… Nigdy nie stępi zmysłów. To, że udało im się nagrać ten album przed Pro-Tools, to mały cud".
4. David Gilmour - "On an Island"
"Jego brzmienie jest zawsze tak piękne. Miałem szczęście zobaczyć go grającego lata temu i z zewnątrz sali, kiedy czekałem na wejście, robił próbę dźwięku, a jego brzmienie było po prostu niewiarygodne. Na tym albumie jest kilka świetnych utworów, a David Crosby i Graham Nash śpiewają chórki. Mój ulubiony utwór to „The Blue”. Używa Whammy do solówki. Wiele osób używa pedałów Whammy – gdzie dźwięk jest o oktawę wyższy – ale on po prostu ma to w sobie".
5. Deep Purple - "Fireball"
"Byłem wielkim fanem Deep Purple. Ten album może być prawdziwym szokiem dla systemu, jeśli nie jesteś przyzwyczajony do takiej muzyki, zwłaszcza otwierający go utwór „Fireball” i brzmienie perkusji. To po prostu szaleństwo, bo na tym albumie jest tylko siedem utworów".
6. "Led Zeppelin II"
"Nie wiem, co w tym było. Myślę, że wewnętrzna strona okładki była całkiem niezła. Wtedy wszystkie były w rozkładanych kopertach. Wiesz, wyglądało to całkiem imponująco. Ale muzyka mówi sama za siebie, brzmienie gitar i wszystko inne. Byłem jeszcze młody, kiedy usłyszałem to po raz pierwszy i spodobały mi się te brzmienia. Po latach zdałem sobie sprawę, że Jimmy Page grał na Telecasterze przez wzmacniacze Supro. Kupiłem wzmacniacz Supro, z 1946 roku. Właściwie jeszcze na nim nie grałem, ale jest w moim studiu. Na tej płycie jest kilka dobrych melodii. Są „Living Loving Maid (She's Just A Woman), „What Is And What Should Never Be”… takie utwory. I „Thank You”. To po prostu naprawdę fajna płyta. Przywołuje miłe wspomnienia z tamtych czasów".
7. Jimi Hendrix - "Hendrix In The West"
"To właśnie ta płyta sprawiła, że sięgnąłem po gitarę. Chyba ją usunęli, ale nadal mam ją na winylu. Wiele lat temu ukradziono mi mnóstwo winyli, ale włamywacz musiał być trochę głupi, bo nie ukradł tego. Chyba ma siedem utworów na żywo. Nagrał na niej "Johnny'ego B. Goode'a", "Red House'a" i "Voodoo Child (Slight Return)". To po prostu szalone granie na gitarze. Kiedy masz dziewięć czy dziesięć lat i ktoś pożycza ci taki album do posłuchania, myślisz sobie: „O cholera!”. Była lepsza niż wszystko, czego słuchałem wcześniej. Pożyczył mi ją kuzyn. Był muzykiem. Oddałem mu ją. Musiałem kupić własną kopię! Nie wiem, dlaczego ją usunęli. To szaleństwo. Pewnie została wznowiona, jak wszystko inne, co zrobił. W dzisiejszych czasach można dostać cholerne reedycje Womble'a!".
8. Eagles - "Eagles"
"Ten z kaktusem na froncie. Chyba nadal mam go na winylu. Tak, pierwszy raz usłyszałem go u innego kuzyna. Jest tam „Witchy Woman” i „Take It Easy”. Naprawdę czujesz się jak na pustyni, jakbyś patrzył w gwiazdy. To był pierwszy powód, dla którego doceniłem śpiew harmoniczny. Wszystkie albumy Eaglesów, no cóż, może poza jednym czy dwoma, są najwyższej klasy."
9. Status Quo - "Piledriver"
"Uwielbiałam okładkę z ich dżinsami i długimi włosami, z headbangingiem. To było kilka albumów, zanim poszli na całość - komercyjną. Nie będą mieli mi za złe, że to powiem! Ale "Piledriver", puść głośno, a rozwali ci głowę. Rozkręci imprezę. Myślę, że kolejne albumy – "Hello" i "Quo" – były całkiem dobre, ale potem trochę przygasły przez zbyt duży sukces na listach przebojów. Ale Status Quo zawsze będzie świetnym zespołem, nie będę ich krytykować. Są fantastyczni".
10. Mike Oldfield - "Tubular Bells"
"Oldfield musiał wynająć dziesięć ośmiornic, żeby mu pomogły w miksowaniu! Jak on to zrobił? Wszystkie te fadery… pewnie mieli przyklejone kawałki taśmy i sprowadził miejscowego rolnika z żoną, żeby zrobili fadery. Ale to piękny utwór. Genialny. Polecam każdemu, kto jeszcze go nie słyszał, żeby kupił naprawdę dobre głośniki i posłuchał. Wtedy zrozumieją, co on robi. Później już nie słyszałem zbyt wielu jego utworów – "Hergest Ridge" itd. – ale "Tubular Bells" robi na mnie wrażenie".