Foo Fighters



26.12.2011 (14:55)

Rok 2011 zdecydowanie mogą zaliczyć do udanych. Muzycy Foo Fighters opowiadają o ostatniej płycie "Wasting Light", koncertach i swojej karierze.

Eska ROCK: Nową płytę mieliście nagrywać w pięknym, nowoczesnym studiu. Wszystko było przygotowane. Jak to się stało, że ostatecznie nagraliście ten album, o czym może nie wszyscy wiedzą, w twoim garażu?

Foo Fighters: Jakiś rok temu, nad swoim garażem, stworzyłem studio, takie podstawowe, z prostym komputerem i programem do nagrywania. Potem nagraliśmy kilka rzeczy na album z największymi przebojami, pracowaliśmy wtedy z Butchem, ale w takim profesjonalnym, wielkim studiu. Wtedy stwierdziliśmy, że dalej chcemy pracować z tym samym producentem, ale niepotrzebne nam te wszystkie komputery. Wystarczy taśma. To łatwiejsze i bardziej oddaje nasze brzmienie. A później poszedłem o krok dalej i zaproponowałem: „nagrajmy to u mnie w garażu”. Już wcześniej nagrywaliśmy tam partie perkusji i brzmiały świetnie. Więc teraz rzuciłem: przywieźmy sprzęt, ustawmy wszystko, u góry będzie reżyserka i załatwione. Wierz mi- najprostsze rozwiązania są najlepsze!

 

Skoro już zająłeś garaż, nie korciło cię, żeby przenieść się do innych pomieszczeń. Na przykład sprawdzić jak by brzmiał dźwięk w łazience, w kuchni?

W pewnym momencie nawet o tym pomyślałem, ale chyba moja żona by się na to nie zgodziła. W sumie nie było aż tak źle. Cały sprzęt, wszystkie wydarzenia, skupiały się w tej jednej części domu. Tylko pierwszy dzień pracy był dosyć trudny, bo przy okazji nagrywania płyty, kręciliśmy też film dokumentalny o zespole.
Mówisz o tym dniu, kiedy o mało nie dostałeś ataku serca?
Tak było. W nocy poczułem okropny ból w klatce piersiowej, nawet nie mogłem się ruszyć, ledwie dałem radę podejśc do lodówki I sięgnąć po lód, żeby się nim obłożyć.
Myślałem, że oszaleję.
Ale prawda jest taka, że ta akcja była szalona. Wyobraź sobie jego dom, w którym są żona i dzieci. Nagle na podjeździe ustawiają się ciężarówki, ekipy wypakowują sprzęt. Wszędzie są kable, kamery, ktoś podpina linie telefoniczne. To wariactwo.
Tak, a ty próbujesz pisać piosenki I nagrywać najważniejszą płytę w swoim życiu. Szaleństwo!

 

Płytę „Wasting Light” wyprodukował ten sam człowiek co słynny album „Nevermind” Nirvany, Butch Vig, jak wam się z nim teraz pracowało?

To było naprawdę świetne doświadczenie. Uwielbiam metody pracy Butcha. On nagrywa jedną piosenkę i nie sięga po kolejną, póki nie skończy tej. Już niewiele osób pracuje w taki sposób. I to dobre podejście, bo w ten sposób każdy z nas jest przez cały czas zajęty graniem. Zamiast nagrywać perkusję w pierwszym tygodniu, a wokale w ostatnim tygodniu pracy, pracowaliśmy przez tydzień nad każdym utworem. Poniedziałek, wtorek- nagrywa się Taylor i ja na gitarze, a do tego Nate na basie. Środa, czwartek- Chris i Pat. W piątek dogrywam wokale i przed weekendem mamy już kolejną piosenkę do wykreślenia z listy. Przy okazji, przekonaliśmy się, że mamy w zespole trzech gitarzystów, a każdy gra inaczej. Chris gra ze smakiem, Pat… Pat gra jałowo…
A ja mieszam te cechy i gram jak oni obaj razem wzięci.


Mieliście dosyć ciekawy system pracy przy nowej płycie, bo nagrywaliście jedną piosenkę i zanim nie była gotowa, nie zabieraliście się za nowy kawałek. To już chyba rzadko sptykane..

Takie podejście- jeden tydzień pracy- jedna piosenka, jest dla mnie idealne. Chyba dzięki temu ten album w całości, jest naszą najmocniejszą płytą. To trochę tak jakby jeden utwór opisywał tydzień naszego życia. Wcześniej nagrywaliśmy tak: trzy tygodnie bębnów, więc ja grałem, a reszta ekipy siedziała na kanapie, machała nogami i mówiła: ok, ok. A potem kończyłem robotę i przez kolejne dwa miesiące to ja siedziałem na kanapie. A tak- wszyscy są zaangażowani, wszyscy pracują i każda piosenka staje się jakby takim małym, osobnym albumem. Tak chyba powinniśmy teraz nagrywać.
Chyba następnym razem powinniśmy nagrywać i miksować kolejno po jednej piosence.
Wiesz co, chyba kiedyś tak się robiło. A tak naprawdę- po prostu chcemy być jak The Beatles. Nie będziemy nigdy tak dobrzy, ale ciągle próbujemy.
Właśnie, nie ma o czym gadać, zwyczajnie chcemy być jak The Beatles.

 

Na płycie „Wasting Light” mieliście gości. Jednym z nich jest Bob Mould, który pomagał wam w kawałku „Dear Rosemary”. Jak to jest nagrywać ze swoim idolem?

Miałem szczęście pracować z wieloma moimi idolami, muzycznymi bohaterami. Ale przy tych, których naprawdę bardzo szanuję, czuję się trochę nieswojo. Bob Mould, słucham jego płyt tak często jak Paula McCartneya albo Led Zepplin. To, co nagrał ten facet, było ważną częścią mojego dzieciństwa. Posłuchaj sobie albumu „Zen Arcade” Husker Du i przekonasz się, że cały czas z nich ściągamy. Nie sięgałem po tę płytę przez jakieś 10 lat aż zamówiłem ją w internecie, włączyłem i posłuchałem. Po 3, 4 piosenkach, stwierdziłem: „o mój boże, od 16 lat bezlitośnie kopiujemy tych kolesi”. Więc kiedy spotkałem Boba, powiedziałem mu: „ty na pewno to wiesz, ale od dawna okradamy cię muzycznie”, a on na to: „Spoko, nie ma problemu”.

 

A propos gości, cały czas przyjaźnisz się z Kristem z Nirvany, na nowej płycie Foo Fighters on zagrał na basie w jednej z piosenek. Zaplanowałeś to sobie, czy jakoś tak spontanicznie wyszło?

Cały czas byliśmy w kontakcie, przez te wszystkie lata. Dzwonimy, wysyłamy maile, SMSy, o nawet dzisiaj się do mnie odezwał, bo akurat jest na miejscu i chciałby się spotkać. Tu nie było wielkiej filozofii, wystarczyło, żebym powiedział: „hej, stary, chcesz trochę pograć”? A kiedy powiedziałem mu, że nagrywamy płytę z Butchem, był zachwycony. To nie jest jakiś obcy facet. Już wcześniej z nami grał. Kiedyś Nate zachorował I właśnie Krist zastąpił go podczas jakiegoś występu w radiu.

 

Wspominałeś, że jest taki utwór na płycie, z którego jesteś szczególnie dumny: „These Days”, przy okazji taka piosenka, która podobno powstała w samochodzie…

Z “These Days” to dziwna historia. Napisałem refren tej piosenki, na początku. Bez muzyki. Jechałem samochodem i przyszły mi do głowy słowa: „Łatwo ci mówić, twoje serce nigdy nie było złamane, nikt nie zdeptał twojej dumy- jeszcze. Pewnego dnia, ktoś złamie ci serce, zniszczy dumę, na pewno, pewnego dnia”.
Powtórzyłem to sobie i stwierdziłem: „hmm, brzmi nieźle”. Uwielbiam tę piosenkę, jestem z niej dumy i uważam, że to jedna z najlepszych rzeczy, jakie w życiu napisałem. Myślę, że ludzie będą mówić: „grałem to na swoim ślubie” albo „grałem to na swoim pogrzebie”.
„Grałem na swoim pogrzebie”?
Spadaj, to był taki przykład. Ale pamiętam, że kiedy po raz pierwszy zagraliśmy ten fragment naszemu producentowi ..
..on powiedział: “super, następne”. A my: “Co?!”

 

Nakręciliście niedawno dokument o Foo Fighters, film, który pokazuje was nie tylko przy pracy, ale też na co dzień, to, jakimi jesteście ludźmi. Wspominałeś, że to nie było łatwe zadanie- reżyser chyba was nie oszczędzał?

Nagrałem 14 godzin rozmów do tego filmu i- czasami- opowiadając o czymś- zaczynałem za bardzo wdawać się w szczegóły. Wtedy James spoglądał na mnie i mówił: „Nie obchodzi mnie to, ja chcę wiedzieć jak się czułeś, kiedy tam byłeś, dlaczego to zrobiłeś. Nie opowiadaj mi o detalach, mam je gdzieś, powiedz dlaczego”. Kręcenie tego filmu było naprawdę interesującym doświadczeniem. W zwykłej rozmowie możesz jakoś ominąć drażliwe kwestie, ale tutaj był James, który ciągle wtrącał: „hej, nie odpowiadasz nam moje pytanie, to nie jest odpowiedź”.

 

Złośliwi mówią, że jeśli zespół kręci dokument o swojej pracy, to funduje sobie niezłą psychoterapię. Dowiedzieliście się o sobie czegoś nowego?

To miało zabawne skutki. Niedawno nagrywaliśmy wywiad w Szwecji i przyszła do nas pewna norweska dziennikarka. Piękna, blond kobieta, w skórze, naprawdę bogini, yyy, no dobra, zostawmy to. W każdym razie zapytała:
„A więcz w tym fylmie płaczesz... „
No tak, płaczę.
„Ale więczej nysz raz”
Tak, to prawda, jestem jak płaczliwa dziewczynka.
A ona „no własznie, zupełnie jak ziewszyna”.
Wiesz co, spadaj, spadaj ty norweska ślicznotko. Już ja ci pokażę, ty, dziewucho.

 

Tam, gdzie jest sukces, od razu pojawiają się też osoby, które nawet bezinteresownie, próbują zaszkodzić, skrytykować. Jesteście wrażliwi na takie ataki?

Tak szczerze, przez ostatnie 16 lat, mieliśmy szczęście żyć w swoim własnym świecie. Mamy studio, 606, teraz też mój garaż, w którym nagrywamy. Jak popatrzymy na siebie i osoby, z którymi pracujemy, to ciągle są ci sami ludzie, oni się nie zmienili przez te lata. Jesteśmy trochę jak rodzina, więc chyba tez dlatego, od początku staraliśmy się chronić to co mamy. Już kiedy zaczynaliśmy, robiłem wszystko, żeby ten cały śmietnik, zawistni ludzie, nie zniszczyli tego, co robimy.

 

Na pewno cały czas słyszysz jak ludzie próbują porównywać Foo Fighters do Nirvany- wkurza cię to czy zostawiłeś już Nirvanę i teraz masz inny świat?

Cały czas muszę starać się zachować równowagę. Nie byłoby mnie tutaj, gdyby nie Nirvana. Bycie w tym zespole było doskonałą zabawą i właściwie zawdzięczam tej grupie wszystko. Ale muszę też troszczyć się o Foo Fighters, bo ten zespół w pewnym momencie uratował mi życie i nic nie może tego przyćmić. Co było to było, darzę Nirvanę ogromnym szacunkiem, ale czuję, że teraz muszę dbać o Foo Fighters. Muszę mieć odwagę powiedzieć ludziom: „odwalcie się, robię to dla siebie”. Tak było od początku, kiedy tylko robiliśmy coś nowego, było wiele osób, które się zwyczajnie czepiały. A ja potrafię powiedzieć komuś: „ok, możesz bawić się z nami, ale jeżeli zamierzasz tylko atakować, to lepiej od razu spadaj”.

 

Nie tak dawno temu zapowiadaliście, że robicie sobie dłuższe wakacje, ale, fanów to akurat nie zamartwiło, pomysł nie wypalił, bo mamy właśnie waszą nową płytę. Nie umiecie odpoczywać?

Dzisiaj rozmawiałem z moją matką. Zapytała mnie, co robię, a ja odpowiedziałem, że jadę do studia, mam kilka wywiadów, potem próbę. Ona twierdzi, że pracuję za ciężko. A ja na to: „wiesz, mamo, ja widzę to tak: nigdy nie zostałbym lekarzem, nie zostałbym prawnikiem, przecież kiedyś wyleciałem ze szkoły. Gdybym nie zajmował się muzyką, pewnie pracował bym jeszcze ciężej, robiąc coś, czego nienawidzę”. A granie uwielbiam. Jednego dnia podaję rodzinie obiad, a następnego jadę na drugi koniec świata grac koncerty dla masy ludzi. Spróbuj to przebić.
No i nie zapominam, że zarabiasz kupę kasy!

 


 



NAJNOWSZE HITY w eskarock.pl

  • zdjęcie Little One
  • zdjęcie Legendary
  • zdjęcie Man Of War
  • zdjęcie The Promise
  • zdjęcie The Man
  • zdjęcie  The Way You Used To Do
  • zdjęcie All I Can Think About Is You
  • zdjęcie Paranoiac Personality
  • zdjęcie Going Backwards
  • zdjęcie I Only Lie When I Love You
  • zdjęcie I Promise
  • zdjęcie Run
  • zdjęcie Everything Now
  • zdjęcie Polsko
  • zdjęcie Wall of Glass
  • zdjęcie Twoje motylki
  • zdjęcie Hot Blood
  • zdjęcie Nieboskłon
  • zdjęcie Dig Down
  • zdjęcie Song On Fire
  • zdjęcie Pismo