Radio internetowe:

Gracie co chcecie

Aktualny Program

 

teraz gramy

The Strokes

THE STROKES
Eska Rock: Świetny koncert! Fajnie słuchało się zwłaszcza nowych kawałków, które są bardzo
energetyczne. Zaplanowaliście sobie, że na tej płycie zagracie trochę inaczej niż przedtem?

Albert Hammond Junior: Kiedy nagrywasz płytę, chcesz się w jakiś sposób rozwijać, co zmieniać. O to nam chodziło. Chcieliśmy trochę zmienić naszą muzykę, w każdym razie ja lubię zmiany (śmiech).

E.R.: Słuchając Waszej nowej płyty można odnieść wrażenie, że wiele utworów brzmi trochę surowo, raczej jak na koncercie niż na płycie...

A.H.Jr: Super!

E.R: Zależało Wam na takim efekcie?

A.H.Jr: To, jak płyta brzmi, przychodzi raczej samo. Pracujesz nad czymś, poprawiasz to i uzyskujesz konkretny efekt. Nie jest tak, że siadamy i wymyślamy sobie, że coś ma brzmieć tak a tak. Wszystko dzieje się naturalnie.

E.R: Czy to, że "First Impressions Of Earth" nie jest drugą płytą, wydawaną po głośnym debiucie, ułatwiło Wam pracę nad nią?

A.H.Jr: Na pewno. Bardzo pomogło nam to, że mieliśmy sporo czasu. Mogliśmy spokojnie pracować nad materiałem, ulepszać go. Nie wisiały nad nami żadne terminy, nie musieliśmy się spieszyć. Poświęciliśmy na pisanie i nagranie tego krążka dziesięć miesięcy. To wyglądało tak: wzięliśmy zaliczkę w wytwórni, kupiliśmy swój sprzęt, siadaliśmy w studiu i nagrywaliśmy, kiedy tylko nam się podobało.Mogliśmy spotykać się codziennie o drugiej i nagrywać przez osiem godzin. To było świetne.

E.R: Niektórzy mówią, że trzecia płyta to dla każdego zespołu takie "być albo nie być". Co o tym myślisz?

A.H.Jr: Mam to gdzieś (śmiech). To całe gadanie o pierwszym, drugim trzecim albumie- bzdury. Nagrywamy płyty dla dobrej muzyki, żeby ludzie, którzy ich słuchają czuli to samo co my, kiedy je tworzyliśmy. Nie lubię tych wszystkich etykietek. Kogo za dwadzieścia lat będzie obchodzić czy to twoja pierwsza, druga, czy piąta płyta. Jeśli to dobry album, ludzie po prostu będą o nim pamiętać.

E.R: Jak pracujecie nad nowym materiałem? Siadacie wszyscy i słuchacie tego, co już nagraliście, a potem wprowadzacie poprawki?

A.H.Jr: Nie, to trochę trwa. Pracujemy nad czymś, wkręcamy się w to. Kiedy piosenka jest gotowa, ale coś nie pasuje w gotowym nagraniu, wiesz, że to nie jest wina tego kawałka, tylko twoja. I pracujesz dalej, ale nie jest też tak, że nagrywamy coś i już do tego nie wracamy.

E.R: Myślicie już o kolejnej płycie?

A.H.Jr: Jasne! Myślimy, ale nie wiemy jeszcze, co się na niej znajdzie. Kto wie, co będzie w naszych głowach, kiedy wejdziemy do studia?

E.R: Nie zaskoczyło Was trochę to, że jako zespół amerykański, najpierw zdobyliście popularność w Wielkiej Brytanii?

A.H.Jr: Ani trochę. Kiedy wysłaliśmy nasze demo do Rouge Trade, a oni oddzwonili i powiedzieli, że im się podobało, chyba nawet sami nie wierzyliśmy, że to wszystko może się udać. To, jak pracuje się w Wielkiej Brytanii, jak szybko działa tam prasa muzyczna, bardzo mi się podoba.

E.R: Gdzie gra Wam się lepiej- w Stanach czy na Wyspach? Gdzie macie lepszą publiczność?

A.H.Jr.: Odbiór koncertu nie zależy tak naprawdę od części świata. Wszystko zależy od publiczności. Graliśmy świetne koncerty w różnych miejscach na ziemi. Jeżeli publiczność jest świetna, występ też.

E.R: Są takie koncerty, które wspominacie do dzisiaj?

A.H.Jr.: Graliśmy kolejno na trzech festiwalach: w Dublinie, Szkocji i w Anglii. To były szalone koncerty. Ludzie wyglądali jak morze, jak wielka fala, zwłaszcza w Irlandii. Byliście tam?

E.R: Niestety, nie. Oglądaliśmy to w telewizji...

A.H.Jr.: No to macie czego żałować (śmiech).

E.R: Wolicie grać właśnie na takich festiwalach czy raczej w małych klubach?

A.H.Jr.: Lubię różnorodność, wtedy sprawia to przyjemność. Gramy w klubach, gramy koncerty dla

czterech, ale też na dużych festiwalach- dla kilkudziesięciu tysięcy osób. Każdy z tych występów jest inny, ale fajnie, że możemy grać w różnych miejscach. Teraz akurat objeżdżamy świat, robimy taką małą trasę i prezentujemy nowy materiał. Chcieliśmy wystąpić nie tylko dla dziennikarzy, ale też dla fanów. Dlatego cieszę się, że ludziom spodobały się nasze nowe kawałki.

E.R: Niektórzy uznają Was za nieco kontrowersyjny zespół, na przykład dlatego, że zmieniliście okładkę pierwszej płyty w Stanach. Mieliście z nią jakieś kłopoty?

A.H.Jr: Kłopoty z powodu tyłka? Nie, wszystko było w porządku. Po prostu Julian nie znosił tej okładki i chciał, żeby w Stanach album miał jakąś inną.

E.R: A co z Waszym nowym teledyskiem, do singla "Juicebox"?

A.H.Jr.: Wybraliśmy teledysk i daliśmy reżyserowi wolną rękę. Ten klip nie jest nawet tak bardzo kontrowersyjny. Raperzy robią odważniejsze. Pokazaliśmy w teledysku całujące się dziewczyny i wszystko było w porządku, ale komuś w telewizji nie spodobał się kawałek języka. To nic takiego, wydaje mi się jednak, że stacje muzyczne są wyczulone akurat na punkcie rockowych klipów.

E.R: My nie mamy z tym problemu, jesteśmy stacją radiową, a singiel jest świetny.

A.H.Jr.: Cool! (śmiech)

E.R: Macie tysiące fanów, a sami czego słuchacie?

A.H.Jr: Osobiście bardzo lubię Kings Of Leon. Podobają mi się też niektóre nowe zespoły, na przykład The Walkmen. Są z Nowego Jorku.

E.R: Co sądzisz o tym, że prasa muzyczna czasem- recenzjami- "zabija" artystów, a czasem "podbija" sprzedaż i bardzo pomaga muzykom?

A.H.Jr: Całe to ocenianie płyt jest dla mnie trochę dziwne. "Nevermind" Nirvany dostało na przykład tylko dwie gwiazdki. Wiele zespołów ma kiepskie oceny, za to niektórzy są rzeczywiście słabi muzycznie, ale dostają świetne recenzje. Fajnie, jeśli dzięki recenzji ktoś zwróci uwagę na twoją muzykę, ale nie powinno się tego, co ktoś napisze uznawać za ostateczne. Ja nie kieruję się recenzjami. Nie biegnę do sklepu po chwaloną wszędzie płytę ani nie rezygnuję z czegoś dlatego, że ma kiepskie recenzje. Wolę, żeby polecił mi coś ktoś, komu ufam, jeśli chodzi o muzykę.

E.R: Macie sporo fanów w Polsce...

A.H.Jr: Super! Przykro mi, że na razie nie przyjedziemy do Polski, ale będziemy grać koncerty w różnych miejscach na ziemi, więc na pewno nas złapiecie!


Z Albertem Hammondem Juniorem rozmawiali Ania Nowaczyk i Robert Zawieja

The Strokes

zdjęcie The Strokes

The Strokes to amerykański zespół rockowy, założony w 1998 roku w Nowym Jorku.
W 2001 roku zespół wydał pierwszą EP-kę "The Modern Age", po czym podpisał kontrakt z wytwórnią RCA, pod szyldem której ukazał się ich debiutancki album "Is This It". Płytę promowały single „Hard To Explain”, „Last Nite” oraz „Someday”.
W 2003 roku The Strokes zaczęli nagrywać materiał na nowy album pod czujnym okiem producenta Nigela Godricha, którego później zastąpił Gordon Raphael. W październiku 2003 roku The Strokes wydali drugi album "Room on Fire". Promowały go single „12:51”, „Reptilia” oraz „The End Has No End”.
3 stycznia 2006 roku ukazał się trzeci studyjny album grupy "First Impressions Of Earth", promowany singlami „Juicebox”, „Heart In A Cage” oraz „You Only Live Once”. Po zakończeniu trasy po Stanach Zjednoczonych zespół ogłosił przerwę w działalności.
Julian Casablancas i Nick Valensi rozpoczęli pisanie materiału na czwarty album The Strokes w styczniu 2009 roku. Album zatytułowany "Angles" ukazał się 22 marca 2011 roku. Singiel promujący płytę „Under Cover Of Darkness” został udostępniony do pobrania za darmo z oficjalnej strony zespołu 9 lutego 2011 roku.

Skład :
Julian Casablancas (główny wokal)
Nick Valensi (gitara)
Albert Hammond, Jr. (gitara)
Nikolai Fraiture (gitara basowa)
Fabrizio Moretti (perkusja)

teledyski

Slash, Myles Kennedy - You're A Lie