Depeche Mode



14.01.2010 (13:55)

"Sounds Of The Universe"- najnowszy album Depeche Mode przynosi nie tylko zestaw nowych dźwięków dla fanów zespołu, ale też nowe, lepsze nastroje wśród muzyków. O płycie opowiadają Dave, Martin i Andy.

Na początek tytuł "Sounds Of The Universe"- podobno tym razem nie mieliście z nim żadnego problemu?

Martin Gore: Ten Tytuł pojawił się dosyć wcześnie, a jesteśmy z niego zadowoleni tak w 50- ciu procentach. Czasami tytuły pojawiają się od razu, na początku pracy nad danym albumem i wszyscy są zachwyceni. Ale bywało, że czekaliśmy z tym do ostatniej chwili i myśleliśmy o czymkolwiek, co przyszło nam do głowy.

Dave Gahan: A ten tytuł- "Sounds Of The Universe"- dobrze opisuje to, co jest na płycie, mnogość dźwięków. Ten krążek jest dosyć pozytywny, bije od niego taka otwartość, dlatego ten tytuł pasuje i nie ma w tym żadnej naszej arogancji.

Czym- dla Was- ta płyta różni się od poprzednich krążków Depeche Mode?

Andy Fletcher: Zwykle piszemy piosenki o życiu, o świecie, który nas otacza- i tak jest też w przypadku tej płyty. A muzycznie- tym razem jest więcej elektroniki. Martin obsesyjnie kupował na Ebayu stare syntezatory. Za każdym razem, kiedy przychodziła paczka, rozpakowywaliśmy instrument i sprawdzaliśmy, jak brzmi. To było całkiem fajne. Ale ten album od pozostałych różni chyba to, że Martin w ostatnich latach stał się bardzo twórczy, więc mieliśmy sporo piosenek.

Album ma jakiś motyw przewodni?

D.G.: Zawsze mam kłopot ze znalezieniem motywu albumu, czegoś, co pasowałoby do wszystkich tekstów i do muzyki. To pojawia się dopiero podczas nagrywania. Oczywiście, są rzeczy, które łączą wszystkie piosenki, ale to bardzo luźne połączenie.

M.G.:Dla mnie jest wiele tematów, które porusza ta płyta. Zdecydowanie nie jest to jedna rzecz, w przeciwieństwie do innych albumów. Żartuje sobie czasami, że tak naprawdę piszę w kółko o tym samym.

D.G.:Interpretuję piosenki z własnego punktu widzenia. Mogę odnieść tekst do tego, co mnie spotyka na co dzień albo do sytuacji na świecie. Często od tego, co czuję, zależy to, jak śpiewam. Zawsze próbuję głosem wprowadzić was w piosenki.

Jak wyglądała praca nad nową płytą?
 
D.G.: Spotkaliśmy się po raz pierwszy w styczniu, u Martina. Na początku zawsze jest tak, że odrzucamy część piosenek, więc właściwie raczej pozbywasz się kawałków, niż je dodajesz. A zanim zaczęliśmy nagrywać, pojechałem do domu, do Nowego Jorku- i zacząłem pracować nad głosem. Ćwiczyłem to, co napisał Martin, wymyślałem nowe rzeczy, chciałem jakoś wzbogacić te utwory. Efekt był taki, że śpiewałem całymi dniami, zupełnie jakbym przygotowywał się do trasy koncertowej. Ale dzięki temu mogłem poczuć się częścią tej muzyki. Przestałem myśleć o tym, co powinienem zrobić. Zamiast tego zastanawiałem się, co mogę dać od siebie tym utworom.

Dave, wspominałeś, że tym razem zaangażowałeś się w pracę nawet bardziej niż zwykle, również dzięki temu, że lepiej dogadujesz się z Martinem...


D.G.: Moje relacje z Martinem zmieniły się w ostatnim czasie. Czuje się pewniej jeśli chodzi o moje pomysły, kiedy coś proponuję, reszta ekipy słucha i mówi, co o tym myśli, to miłe. W przeszłości było znacznie trudniej. Wykonywanie piosenek napisanych w całości przez kogoś innego zdecydowanie nie jest łatwą rzeczą. Chcę zinterpretować coś po swojemu, ale przecież obok mnie siedzi autor utworu, który ma konkretny pomysł, jak co powinno brzmieć. Ale ostatnimi czasy, zwłaszcza przy nowej płycie, jestem bardziej pewny siebie, wiem, co proponuję, jakie mam pomysły i dzięki temu mogę pokazać ,co chodzi mi po głowie.

Wiele osób zakoczył pierwszy singiel z nowego albumu. Od razu wiedzieliście, że to będzie "Wrong"?

M.G.: Automatycznie, nawet bez dyskutowania na ten temat zdecydowaliśmy, że to „Wrong” będzie pierwszym singlem. Ten kawałek jest niepodobny do nas- i bardzo konkretny. Są na albumie utwory brzmiące bardziej w stylu klasycznego Depeche Mode. Ale zawsze lubimy powracać z czymś nowym, zaskakującym.

D.G.: To niezwykła piosenka, brzmi nawet trochę jak rap, ma specyficzny rytm. Wybraliśmy ją nie dlatego, że to najlepszy utwór na płycie, ale dlatego, że ten kawałek uderza- i świetnie nadaje się na rozpoczęcie nowego rozdziału naszej kariery.

Wasze pisanie piosenek wygląda podobnie czy macie zupełnie różne metody pracy?

D.G.: Nasze sposoby pracy bardzo się różnią. Martin woli tworzyć w tradycyjny sposób- siada, gra na gitarze albo pianinie- i wymyśla, poprawia, zmienia.

M.G.: Tak naprawdę nie jesteś w stanie powiedzieć, którą piosenkę napisałem ja, a którą Dave. Każdy utwór przechodzi przez „depeszowy” proces produkcji. Dave nagrywa wokale, ja chórki, dodajemy dźwięki gitary, efekty- i wszystko brzmi jak Depeche Mode. Natomiast każda piosenka na tej płycie jest inna. Podczas nagrywania, kupowałem na Ebayu sporo starego sprzętu muzycznego, to on zdecydował o brzmieniu. Właściwie codziennie przychodziła paczka z jakimś instrumentem, od razu go podłączaliśmy i graliśmy. To miało ogromny wpływ na ten album.

W pracy nad "Sounds Of The Universe" wspierał Was producent Ben Hiller. To człowiek, który pracował z Wami już wcześniej. Spodobały Wam się jego metody? 


A.F.: Dla nas to nietypowe, żeby pracować z tym samym producentem drugi raz. Właściwie to oni nie chcą już z nami pracować, bo nagrywanie płyty z Depeche Mode jest dla takiego człowieka najgorszym rokiem w jego życiu.

M.G.: Z Benem świetnie pracowało nam się przy ostatnim albumie, byliśmy bardzo zadowoleni z efektów. Głupio byłoby w tej sytuacji pracować z kimkolwiek innym.

D.G.: Ben wie, na co nas stać. Wie, jak wycisnąć z zespołu to, co najlepsze i jak zmusić nas do pracy.

M.G.: Ben jest niesamowitym, wszechstronnym czlowiekiem, sporo zrobił w swoim życiu. Już jako nastolatek zaczął pracować z orkiestrą. Ten człowiek przez cały czas wie, co się dzieje i to działa na jego korzyść. Ben jest chyba mądrzejszy od nas.

Są kraje, w których Depeche Mode to wręcz obiekt kultu. Potraficie to wytłumaczyć?

M.G.: Jest wiele miejsc, w których nasza muzyka bardzo się podoba i w których przy okazji bardzo lubimy grać. Świetnie idzie nam w Niemczech i byłych państwach bloku wschodniego. W ogóle chyba Europa nas lubi.

D.G.: Europa od wielu lat jest dla nas łaskawa: Niemcy, Francja, Skandynawia, kraje Europy Środkowo- Wschodniej, tam zawsze jest fantastycznie.

M.G.: Kiedyś próbowaliśmy odpowiedzieć na pytanie, dlaczego tak nas lubią w Niemczech i byłych krajach bloku wschodniego. Być może to przez ten mrok w naszej muzyce, a może dzięki temu, że część Europy odwiedziliśmy jeszcze przede upadkiem komunizmu, kiedy niewiele zespołów chciało się tam wybrać. Wiem, że mamy rzeszę fanów w Rosji, chociaż tam nie byliśmy, gdy jeszcze obowiązywał komunizm. Ale być może to dzięki temu, że wtedy pojechaliśmy do ościennych krajów- do Polski, wschodnich Niemiec i na Węgry- a ludzie się o tym dowiedzieli.

Jak  w takim razie czują się członkowie jednego z najpopularniejszych zespołów świata?

D.G.: To moja praca- i jest świetna! Wiem, to mało oryginalne, każdy muzyk może tak powiedzieć. Ale nie spodziewałem się kiedyś, że za 30 lat nadal będę mógł grać i robić taką muzykę, jaką chcę.

M.G.: Bardzo się cieszę, że gram w Depeche Mode. Świetnie się dogadujemy, atmosfera dzisiaj jest już bardzo dobra. Rzadko zdarza się, żebyśmy narzekali idąc do studia albo kłócili się o cokolwiek. Fajnie być częścią tego wszystkiego, a po takiej płycie, jaką właśnie nagraliśmy, przyszłość wygląda nieźle.

A.F.: Teraz naprawdę miło być w tym zespole. Dobrze się dogadujemy, to fajny czas. 



NAJNOWSZE HITY w eskarock.pl

  • zdjęcie Little One
  • zdjęcie Legendary
  • zdjęcie Man Of War
  • zdjęcie The Promise
  • zdjęcie The Man
  • zdjęcie  The Way You Used To Do
  • zdjęcie All I Can Think About Is You
  • zdjęcie Paranoiac Personality
  • zdjęcie Going Backwards
  • zdjęcie I Only Lie When I Love You
  • zdjęcie I Promise
  • zdjęcie Run
  • zdjęcie Everything Now
  • zdjęcie Polsko
  • zdjęcie Wall of Glass
  • zdjęcie Twoje motylki
  • zdjęcie Hot Blood
  • zdjęcie Nieboskłon
  • zdjęcie Dig Down
  • zdjęcie Song On Fire
  • zdjęcie Pismo